Ania i Ja – Blog przy Kawie – Moja Historia
Moja Historia

Ania i Ja

( Część 23 )

 

W połowie tego roku sąsiad sprzedał swoje mieszkanie, które wynajmował od jakiegoś czasu i dzięki temu zyskaliśmy nową sąsiadkę na stałe. Sympatyczna, młoda i energiczna. Początkowo widywałyśmy się, wpadając na siebie przypadkiem na klatce. Ona pochłonięta urządzaniem się oraz pracą nie rzucała mi się za bardzo w oczy 😉. Ja miałam swoje życie a ona swoje. I tak było przez jakiś czas. 

Natomiast od ostatniego pobytu Ani trochę się zmieniło. Zawsze do kościoła nie było mi po drodze. Za każdym razem miałam wytłumaczenie, że polski kościół jest w centrum i z malutkimi dziećmi jest mi trudno, tym bardziej że mieliśmy jeden samochód i mąż jeździł nim do pracy. Co do irlandzkich kościołów, moim wytłumaczeniem był brak znajomości angielskiego i to, że nic nie będę rozumiała. Jednak jak widać Bóg i na to znalazł sposób, przez przyjazd Ani do mnie i codzienne uczęszczanie z nią w Eucharystii. Po Ani wyjeździe zdecydowałam się, że będę jeździła na polską Mszę w sobotę wieczorem, która odbywała się w dzielnicy o 20 min drogi od nas. Wtedy mąż już był w domu i ja na spokojnie mogłam uczestniczyć we Mszy Świętej. Dostałam również ściągawkę od księdza, na której było wypisane, w dwóch językach, co po kolei odbywa się na Mszy. W ten sposób mogłam również czasami, bo nie zawsze, chodzić do kościoła w ciągu dnia i praktykować to, czego nauczyła mnie Ania. Wracając po Mszy, rozmawiałyśmy z Anią przez telefon o tym, co której przyszło podczas Mszy i jak to rozumiemy. To był dla mnie piękny czas, pełen niewiadomych i wciąż zaskakujących odkryć duchowych.

Kawusia z Anią

Na kolejne odwiedziny nie musiałam długo czekać. Już 12 lutego 2016 roku Ania znowu przyleciała do Irlandii. Pamiętam, jak powiedziałam jej, przeprowadzając się do Irlandii, że będziemy do siebie latać na kawę ☕. Jak widać, nie myliłam się 😉. Tym razem przyleciała na dłużej, bo aż 16 dni. Jak dla mnie zawsze było za krótko, ale dobre i tyle.

Podczas tego pobytu Ani u nas, bardzo dużo się działo. Rano zaprowadzałam dzieci do szkoły i przedszkola, a potem jadłyśmy razem śniadanko. Podczas śniadania, słuchałyśmy Ewangelii na dany dzień. Około 9.30 wychodziłyśmy do kościoła, a po drodze Ania tłumaczyła mi, jak rozumieć Ewangelię, bo nie ukrywam, że była to dla mnie czarna magia. Podczas Mszy mówiła mi, co w danym momencie się dzieje i jak się wtedy modlić. Zapisałam to wszystko na ściągawce od polskiego księdza, aby łatwiej mi było zrozumieć, na czym polega cały obrzęd Mszy Świętej. Od tamtej pory całkowicie inaczej zaczęłam patrzeć na uczestnictwo we Mszy Świętej. Teraz kiedy już byłam bardziej świadoma, i wiedziałam, co się dzieje, chętniej chodziłam do kościoła. Na początku trochę dziwnie się czułam, bo w kościele było niewiele osób i na dodatek sporo starszych ode mnie. Z czasem mi to minęło, gdy zobaczyłam swoją koleżankę, która również chodziła na Mszę w tygodniu. Było już nas dwie, za jakiś czas trzy, a nawet cztery 😉.

Kościół Świętego Zbawiciela w Dublinie

Wróćmy do pobytu Ani. Przez te 16 dni, chodziłyśmy codziennie do kościoła, a w soboty kiedy odwiozłyśmy dzieci do polskiej szkoły, bo mieszkając w Irlandii, w każdą sobotę nasze dzieci uczęszczały również i do takiej, pokazywałam Ani Dublin. Oczywiście tego dnia również musiała być Msza, więc prosto po szkole, jechałyśmy do centrum na Mszę do Kościoła Świętego Zbawiciela. To także stało się naszą rutyną podczas pobytów Ani w Irlandii. Po Mszy szłyśmy coś zjeść, a potem zwiedzałyśmy. Dopiero Ania pokazała mi, że na ławce leży Zmartwychwstały Jezus pod Katedrą Kościoła Chrystusowego, którego ja nie rozpoznałam, zwiedzając wcześniej tę Katedrę.

Jezus leżący na ławce

Jezus leżący na ławce

Katedra Kościoła Chrystusowego w Dublinie

W niedziele szłyśmy z dziećmi na Mszę dla dzieci, która odbywała się w kościele, do którego chodziłyśmy w tygodniu. Cudowny ojciec John ją prowadził. Człowiek z powołaniem. Wszystkie dzieci go uwielbiały. Msza prowadzona była inaczej niż w Polsce, ale uważam, że dla dzieci to akurat lepiej. Ewangelia była wyświetlana w postaci bajki, dzięki czemu dzieci były bardziej skupione i lepiej można było trafić do ich serduszek.

Ojciec John

Niedzielne Msze Św. dla dzieci

Wieczorami słuchałyśmy także medytacji Pisma Świętego. Ja się raczej uczyłam dopiero, bo nawet nie wiedziałam, o co chodzi. Ania opowiadała mi, co się do tej pory wydarzyło w jej życiu po nawróceniu, a także przerabiała ze mną rekolekcje, na których była. Prawie codziennie, byłyśmy u kogoś na kawie ☕. Na początku trochę się obawiałam tych spotkań, bo jakby nie było wiara w naszym społeczeństwie to ciężki temat, a Ania dużo wtedy na ten temat mówiła. Moje obawy okazały się bezpodstawne. Wręcz przeciwnie, dziewczyny były bardzo zadowolone i chciały, żeby do nich przychodzić. Jedna z tych koleżanek, którą spotkałam w kościele, Iwonka, zaprosiła nas do siebie do domu na katechezę tj. spotkanie z jej grupą, gdzie uczyli się Katechizmu Kościoła Katolickiego. Szczerze to jakoś nie miałam chęci tam iść, tym bardziej że to były moje początki i trochę się bałam, ale po skończonym spotkaniu byłam zadowolona. Poznałyśmy tam nowych ludzi, nowego polskiego ojca werbistę i ogólnie było bardzo miło i przyjemnie.

Glendalough

Podczas tego pobytu oczywiście nie mogło zabraknąć wycieczki do Glendalough 😉. Tak dużo się działo w tym czasie, że nawet nie wiadomo kiedy, a Ania już musiała lecieć do domu. Tym razem miała towarzystwo w osobie mojego męża, bo również musiał się wybrać do Polski. Ja również zrobiłam sobie 3-dniową przerwę od Irlandii i również poleciałam do Polski już 9 marca. Co prawda wakacje to nie były, ale zawsze trochę wytchnienia i czasu dla samej siebie. Cudownie spędziłam te całe 3 dni w Polsce i 11 marca koło północy wylądowałam z powrotem na Irlandzkiej ziemi 😉.

 

Wasza,

Chwila dla Ciebie

2 komentarze

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *