Moja Historia

Belgia – Kemping w Jabbeke

( Część 29 )

 

Zwiedzanie zaczęliśmy od Rynku, gdyż znajdował się obok naszego hotelu. Chcieliśmy zobaczyć cokolwiek, zanim pojedziemy dalej, więc na początek za cel obraliśmy sobie średniowieczną dzwonnicę w centrum Brugii, którą podziwialiśmy z zewnątrz. 

Dzwonnica w Brugii

Niecałe 150 m dalej natrafiliśmy na Muzeum Historyczne Brugii. Można tam przez chwilę poczuć się tak, jakby cofnął się czas, a nawet poczuć się kimś bardzo ważnym, siadając na tronie, w towarzystwie różnych postaci z tamtego okresu.

Muzeum Historyczne Brugii

Po zwiedzeniu Muzeum, z powrotem przenieśliśmy się do naszych czasów i ruszyliśmy dalej. Po chwili dotarliśmy do ściany piwnej, na której końcu znajdował się barek, w którym można było spróbować przeróżnych piw. Ściana zyskuje na atrakcyjności za wygląd, który przypomina witrynę sklepową z różnego rodzaju piwami. Dodatkowo uroku tej ścianie dodają różne cytaty wiszące nad nimi.

Piwna ściana w Brugii

Po piwach nabraliśmy ochoty na coś słodkiego i jak za sprawą czarodziejskiej różdżki po kolejnych 150 m znaleźliśmy się przy sklepiku „Julie” z prawdziwą belgijską czekoladą 🍫. Radość dzieci na widok takiej atrakcji nie miała końca. Każdy wybrał sobie jakiś słodki upominek i spacerkiem ruszyliśmy dalej.

Sklepik z belgijską czekoladą

Kolejny przystanek za kolejne 100 m, którym był Most Nepomucenusa, a przy nim chwilowy odpoczynek na delektowanie się zakupem.  Mogliśmy z niego podziwiać Brugię, a także obserwować przepływające łódki z turystami 🚤, gdyż stamtąd odpływały rejsy po rzece Brugia.

Czas na chwilę słodkości 

Ze względu, że czas mijał, a nie przybywał, skierowaliśmy się w stronę samochodu. Po drodze natrafiliśmy jeszcze na Kościół Najświętszej Marii Panny ⛪, który również zwiedziliśmy.

Kościół Najświętszej Marii Panny w Brugii

Zameldowanie na kempingu 🏕️ mieliśmy od 15:00, więc powoli ruszyliśmy przed siebie. Dobrze, że już nie trzeba było jechać pół dnia, a zaledwie niecałe pół godziny. Po dotarciu na miejsce do Klein Strand i znalezieniu naszego domku, od razu poszliśmy zobaczyć teren i zapoznać się z okolicą.

Nasz domek na kempingu w Jabbeke

Domek typu holenderskiego. W środku zrobił całkiem przyjemne wrażenie. Dla każdego znalazło się miejsce do spania i nawet było wygodnie.

Jezioro po drugiej stronie kempingu

Następnego dnia poszliśmy na drugą stronę kempingu, nad jezioro, gdzie była spora zjeżdżalnia. Pogoda nas nie rozpieszczała, bo było spore zachmurzenie, ale na szczęście nie padało. Udało nam się także zobaczyć pokaz narciarstwa wodnego tego dnia. Na terenie kempingu był również mały wodny plac zabaw dla dzieci, z którego nasze dzieci oczywiście nie mogły nie skorzystać. I to chyba była dla nich najlepsza atrakcja.

Wodny plac zabaw na terenie kempingu

Dwa dni szybko minęły i przyszedł czas wyjazdu. Tego dnia musieliśmy bardzo rano wstać, gdyż mieliśmy ponad godzinę drogi przed sobą, aby dotrzeć do Eurotunnelu. Odjazd mieliśmy o 10:20, ale do 9:50 musieliśmy się stawić do odprawy. Sami widzicie, że raczej nie pospaliśmy, a jeszcze trzeba było się zapakować do samochodu i podjechać coś zjeść na szybko. Dobrze, że przejazd to tylko 35 minut, więc w Anglii mogliśmy się zatrzymać na dłużej na porządniejsze śniadanie. Po przerwie czekała nas długa droga przez Anglię, ponad 6 godzin i to podczas dnia. Lekko nie było. Samochodów dużo, a do tego organizacja jazdy tamtejszych kierowców zostawiała wiele do życzenia, przez co tworzyli korki. Wydłużało nam to czas dotarcia na prom ⛴️, który mieliśmy o 20:00, a odprawę o 19:30, nie wspominając o przystankach, które były niezbędne. Standardowo dotarliśmy prawie w ostatnim momencie, bo przecież nie mogło być inaczej. Zepsułoby to nasz standard podróży 😉. Będąc na promie, stres przed podróżą, nie dał o sobie zapomnieć. Muszę jednak przyznać, że nie było tak źle. W każdym razie przeżyliśmy i o planowanej 23:15 dotarliśmy do brzegów Irlandii. Teraz to już chwila moment i nareszcie w domu.

Kartka powitalna od sąsiadów

Niestety niektórzy nie dali rady i usnęli po drodze, co trochę utrudniło nam organizację. O północy dotarliśmy do naszego mieszkania. Przywitała nas kartka na drzwiach od naszych „nowych” sąsiadów, która sprawiła, że powrót do domu był jeszcze milszy. Dość szybko udało nam się położyć wszystkich spać i wreszcie mogliśmy spokojnie zasnąć z myślą, że jutro nigdzie już nie musimy rano wstawać ani nigdzie się spieszyć. To było piękne uczucie 😁.

Więcej zdjęć możecie zobaczyć w Galerii w albumie Belgia / Brugia i Jabbeke

Wasza

Chwila dla Ciebie

 

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.