Moja Historia

Decyzje i zmiany

( Część 31 )

 

Nowy Rok, nowe życie

 

I mamy nowy rok. My odpoczywamy, mąż niestety pracuje. Dzieci mają wolne jeszcze przez tydzień. Z jednej strony dobrze, bo nie trzeba wstawać z samego rana, z drugiej zaś wolę mieć rutynę. Pobyt mamy skrócił się o miesiąc i 2 stycznia odwieźliśmy ją na lotnisko. Z początkiem roku dostaliśmy też miłą niespodziankę. Umowę z Bahrajnu do podpisania. To był kolejny krok w karierze mojego męża. Dostał stanowisko Asystenta Dyrektora Gastronomii.

Ja nie wiadomo po co i dlaczego zapisałam się na język niemiecki, gdzie tak naprawdę angielski był mi potrzebny. Były to zajęcia w czasie kiedy dzieci były w polskiej szkole, więc nie sprawiało mi to jakiegoś specjalnego problemu. Ale dlaczego niemiecki, to do tej pory nie wiem, co mną kierowało i do czego był mi on potrzebny. Chyba dla urozmaicenia czasu, gdy mąż miał pracujące soboty.

 

Organizacja czasu oczekiwania

 

Glendalough

Termin rozpoczęcia pracy w Bahrajnie był przewidziany na luty, co oznaczało, że zostało nam niewiele czasu. Pod koniec stycznia mąż poleciał jeszcze na jeden dzień do Polski, coś załatwić. W tym czasie okazało się, że jeszcze nie mają wszystkich dokumentów potrzebnych do jego pracy i termin się przesunął. O ile? Nie wiedzieliśmy. Dlatego zdecydowałam się, że polecę jeszcze do Polski na dwa dni i wrócę razem z Anią, która miała kupiony bilet na 10 lutego. Chciałam wykorzystać tę szansę na nabranie sił. Czas wizyty Ani był jak zawsze owocny i jak dla mnie za krótki. Co prawda było to aż 18 dni, ale dla mnie niestety tylko. Jak możecie się domyślać z poprzednich wpisów, zim w Irlandii to strasznych nie ma. Nawet skłonna jestem napisać, że żadnych w porównaniu do Polski, dlatego na naszej liście wypadów za miasto, po raz kolejny znalazł się Glendalough. Nie wiadomo kiedy, znowu moglibyśmy tam pojechać.

 

Nowe odkrycie

 

Dog Run-St. Catherine Park

Ze względu na to, że mieliśmy psa, trzeba było znaleźć jakieś fajne miejsce, aby mógł się wybiegać i zapoznać z innymi psami. Trafiliśmy na fajny park St. Catherine Park, całkiem niedaleko od naszego domu. Znajduje się tam duży park dla psów Dog Run-St. Catherine Park, gdzie mogą sobie biegać do woli. Natomiast część Woodland walk jest najlepszym miejscem dla tych, co chcą się wyciszyć i pobyć bliżej z naturą, gdzie mogą pospacerować ścieżkami po lesie. Nawet miłośnicy spływów kajakowych znajdą tam też coś dla siebie.

 

Wróżkowe drzwiczki na drzewach w St. Catherine Park

Najbardziej naszym dzieciom podobał się spacer po parku alejkami wróżek. Na drzewach są malutkie drzwiczki w różnych kolorach z tabliczkami, do której wróżki one należą. Dodatkowo na gałęziach drzew są maluteńkie huśtawki, rozwieszone pranie i wiele innych fajnych rzeczy. Niestety nie mogę znaleźć więcej zdjęć z wróżkami 😔, ale w Galerii, w albumie Irlandia, możecie zobaczyć kilka zdjęć z parku.

 

Pobyt Ani

 

Rozmowy przy herbatce

Podczas tego pobytu Ani, standardowo uczęszczałyśmy na codzienną Mszę Świętą i dużo rozmawiałyśmy. Jak wiecie z poprzednich wpisów, Ania jest codziennie na Mszy i wstawia się w modlitwie za wszystkich oraz oddaje każdą intencję, o jaką zostanie poproszona. My natomiast staraliśmy się chodzić całą rodziną, chociaż w niedzielę. Na początku było mało chęci. Najbardziej zależało mi na mężu, żeby chociaż w niedzielę chodził do Kościoła, bo często pracował w weekend, a też się specjalnie nie wyrywał. Gdy już bardziej otwierał się na Boga, znajdował się też czas albo w niedzielę, albo w sobotę wieczorem, aby wspólnie uczestniczyć we Mszy Świętej. Po pewnym czasie doczekałam się, aby wszystko było na swoim miejscu. To piękne uczucie, jak można razem chodzić do Kościoła.

Większość czasu spędzałam z Anią. Spotykałyśmy się też z koleżankami na kawie. To były super spotkania, zawsze owocne. Przed wylotem do Bahrajnu, ojciec Bartek odprawił dla nas Mszę za naszą rodzinę i wyjazd. Bardzo było nam miło, gdy przyszły osoby ze wspólnoty, aby nas wspierać i się za nas modlić. Cieszę się, że Ania mogła być wtedy z nami. Dużo to dla mnie znaczy, tym bardziej że jest dla mnie jak siostra. W sumie to nie „jak” siostra, ale jest siostrą, taką z wyboru, i nasza więź jest silna. Jest mi bardzo bliska i bardzo dużo razem przeszłyśmy, dlatego zawsze jej pobyty u nas są dla mnie za krótkie. Nadszedł czas wyjazdu Ani, a ja już nie mogłam się doczekać, aż przyleci ponownie. No, ale cóż zrobić. Takie życie. Cieszę się, że chociaż mamy taką możliwość, widywania się co jakiś czas. Ania poleciała, a my wróciliśmy do swojego życia. 

 

Wylot do Bahrajnu

 

Wylot do Bahrajnu przeciągnął się do kwietnia. Pod koniec marca zaczęliśmy powoli pakować walizki. W Prima Aprilis mąż miał lot o 9:25, a że była to sobota, na lotnisko zawieźliśmy go całą rodziną. Pożegnaliśmy się i odwiozłam dzieci do polskiej szkoły. Ten dzień zapoczątkował wszystko, co wydarzyło się potem. Jak zdążyliście się zorientować, do Bahrajnu mąż poleciał sam. Zdecydowaliśmy, że tak będzie lepiej. W Irlandii dzieci chodziły do szkoły i uczyły się po angielsku, a tam musielibyśmy wysłać ich do szkół anglojęzycznych, które są bardzo drogie. Po naszych wyliczeniach wyszło, że po opłaceniu szkół, może starczyłoby nam na chleb z masłem, a od święta z dżemem 😉. Decyzja nie była łatwa pod kątem emocjonalnym, ale taką podjęliśmy z rozsądku. Na jak długo? Sami nie wiedzieliśmy, ile czasu uda nam się tak wytrzymać, ale zaryzykowaliśmy.

Mąż w samolocie, ja z dziećmi w Irlandii i jak to teraz będzie?

 

Wasza,

Chwila dla Ciebie

 

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.