Moja Historia

Dzieje się

( Część 30 )

 

Następny dzień był czysto organizacyjny. Musieliśmy się rozpakować i pojechać na jakieś zakupy, bo w lodówce było tylko echo 😉. Kolejne dni minęły na przygotowaniu się do szkoły. W tym roku swoją edukację szkolną zaczął nasz najmłodszy synek. Jednym słowem od tego roku „chata wolna” 😜, chociaż na te parę godzin, bo najmłodszy przez pierwsze dwa tygodnie chodził tylko na 3, a potem na 4,5 godziny. Szkołę mieliśmy 5 min spacerkiem, więc zaoszczędzałam mnóstwo czasu. Wiadomo, że nie był to czas przeznaczony wyłącznie dla mnie, bo trzeba było zakupy zrobić, obiad ugotować, ale przynajmniej sama i szybko. Czasami nawet znalazłam trochę czasu dla siebie 😉, aby spotkać się z koleżankami na kawę, czy po prostu pobyć sama ze sobą.

 

Syrenka Warszawska na tle Stadionu Narodowego

Zanim powróciłam do obowiązków po wakacjach, zdążyłam jeszcze polecieć do Polski na tydzień. Co prawda, nie dla relaksu, bo jak zwykle coś trzeba załatwić, ale trochę mogłam się wyciszyć. Dzień przed powrotem do Dublina spędziłam super czas z koleżankami świętując swoje zaległe urodziny razem z urodzinami Isi 🎂🍻, o której wspomniałam w pierwszym wpisie. Potrzebna mi była taka odskocznia. Następnego dnia miałam lot, a chcąc wykorzystać czas na maksa, kupiłam bilet na 22:00 i jeszcze miałam cały dzień na to, aby poszaleć po Warszawie 😉. W Dublinie byłam o północy. Koło 1:00 położyłam się spać, a już około 7:00 trzeba było wstać i zawieźć dzieci do polskiej szkoły. Ale nie przerażało mnie to, bo na samą myśl o tym, że dzieci są w szkole, a ja z mężem możemy spędzić trochę czasu razem, pójść na kawkę i ciastko ☕️🧁, na spacer itd. nie czułam zmęczenia 😉.

Minął wrzesień. Mąż dostał maila od byłego szefa, z zapytaniem, czy nie chciałby wrócić do Polski. Powiem szczerze, że nie myśleliśmy o powrocie w tamtym czasie, ale propozycja dała nam do myślenia. To nie było nic pewnego, bo dopiero on sam prowadził rozmowy w sprawie pozycji w hotelu w Warszawie. Przyjęcie przez niego tej oferty pracy, zbliżyłoby nas do powrotu do kraju. Trochę ciężko było nam sobie wyobrazić życie tam po tylu latach, ale jakby trzeba było, to by się człowiek dostosował, tak myślę. Tydzień później odwiedziła nas moja mama, i podczas tych odwiedzin narodził się pomysł, aby następnym razem przyleciała na dłużej. Po dwóch tygodniach była z powrotem u nas. Ja w tym czasie miałam pójść do pracy i dopóki nie zorganizuję sobie wszystkiego, ona dopilnuje dzieci. Wyszło jednak inaczej. Poszłam na kurs komputerowy. Dobre i to. Od czegoś trzeba zacząć. Dla mnie było to takie wyrwanie się z domu na kilka godzin 😉.

W tym też czasie nasz najstarszy syn namawiał nas na psa. Ja oczywiście absolutnie się nie zgadzałam, bo wiem, co to znaczy. Z psem mu nie wyszło, to przerzucił się na kota. Swoje prośby argumentował tym, że jego kolega miał akurat małe kotki, więc on już może jednego przynieść do domu, zanim zostaną rozdane. Kot też absolutnie odpadł. Miałam swojego i dziękuję za więcej. Poza tym sąsiadka miała kotkę, więc wystarczyło 😉. Pozwalała im przychodzić ją pogłaskać, jak oczywiście się dała, bo skłonna do pieszczot z obcymi raczej nie była 😁. To jednak pomogło tylko na chwilę. Zaczęły się płacze, obiecanki i w ogóle wszystko, co było możliwe w tamtym czasie, aby dostać zwierzątko. Mama, czyli ja byłam nieugięta. Musiałoby mi na rozum paść, żeby przy czwórce dzieci jeszcze sobie psa czy kota wziąć. I wiecie co? Nie uwierzycie, bo ciężko w to uwierzyć. Sama do tej pory nie mogę tego ogarnąć, że jednak coś mi padło na rozum, a nawet więcej. Musiało mnie chyba coś walnąć mocno w głowę 🤕 , o czym nie pamiętam, bo nie dość, że zaproponowałam mężowi, że może jednak weźmiemy tego psa, to jeszcze nie uwierzycie jaką rasę 😳. Moim argumentem było to, że jak do Polski wrócimy, to wybudujemy dom i pies będzie domu pilnował, a poza tym będzie miał mnóstwo miejsca do biegania po ogrodzie. Czy macie jakieś pomysły co to za rasa? … Gratuluję tym, co zgadli 🎊. Już Wam zdradzam. Myśląc o psie, od zawsze towarzyszyła nam jedna rasa, ale oglądając zdjęcia, chwilowo przez myśl przechodziły też inne. Ostatecznie wybraliśmy taką, którą od zawsze ja i mąż chcieliśmy mieć. Jest to owczarek niemiecki 🐕. No sami powiedzcie… prawda, że coś nie tak z moją głową. Nie chcecie wiedzieć, pomiędzy jakimi rasami wybierałam, bo już w ogóle byście się załamali. Zdradzę Wam tylko, że ta rasa była najmniejsza z wybieranych 😜.

 

Wybór pomiędzy tymi dwoma

Pamiętny dzień, 29 października. Była to sobota, więc dzieci były w polskiej szkole, a my w tym czasie pojechaliśmy wybrać psa. Od razu mieliśmy dwa na oku. Mnie i mamie podobał się jaśniejszy i bardziej puszysty a mojemu mężowi ciemniejszy z mniejszą ilością sierści. Wybór pomiędzy tymi dwoma był bardzo trudny. Oba cudowne, śliczne i aż chciałoby się je zgnieść, przytulając. Jednak problem sam się rozwiązał. My nie mogliśmy się zdecydować, to pies zdecydował za nas. Podszedł do męża i położył się mu na butach. Od razu wiedzieliśmy, że jest nasz 🥰. Na odbiór musieliśmy poczekać jeszcze 2 tygodnie, bo miał dopiero miesiąc. Do tego czasu nasze życie toczyło się bez większych zmian, a imię dla psa wybieraliśmy przez zabawę, tak, żeby dzieci się nie domyśliły. W ostateczności wybraliśmy imię Kodi. 

 

W drodze do nowego domu

Zbliżał się czas odbioru naszego nowego członka rodziny. W tym samym czasie na horyzoncie pokazała się pozycja w hotelu w Bahrajnie, w którym pracował były szef. I co teraz zrobić, aplikować czy nie? Wciąż czekaliśmy na to, co się wydarzy z tą pracą w Warszawie. Długo to trwało. Były szef powiedział, żeby aplikował, a jeżeli nie przyjmie pracy w Warszawie, to weźmie go do siebie do Bahrajnu. I tak też zrobił, zaaplikował.

 

Wreszcie z nami 🥰

W dniu kiedy przywieźliśmy pieska do domu, radość nie miała końca. Gdy dzieci wróciły ze szkoły, zobaczyły na środku salonu pudełko. Gdy chciały je otworzyć, pudełko się poruszyło. Trochę przestraszone, a jednocześnie jeszcze bardziej zainteresowane tym, co jest w środku, podchodziły z ostrożnością. Nagle pudełko przekręciło się i wyczłapała się z niego mała, czarna kulka. W domu panowała fajna atmosfera. Dzieci były przeszczęśliwe mając nowego pupila, a my podekscytowani tym, co się dzieje w sprawach zawodowych.

 

 

Listopad był miesiącem bardzo intensywnym. Ja chodziłam na kurs, a mąż w dniach wolnych odbywał rozmowy z Bahrajnem i wymieniał maile. Trwało to do świąt Bożego Narodzenia. Wciąż nie wiedzieliśmy co z Warszawą. Na czas świąt wszystko zostało jakby wstrzymane i trzeba było czekać do stycznia. Dużo rozmawialiśmy na temat wyjazdu do Bahrajnu, gdyż ja nigdy nie chciałam mieszkać na Bliskim Wschodzie. Nie moje klimaty. W ciężkich chwilach zawsze idziemy na spacer i rozmawiamy albo marzymy, w zależności od potrzeby 😁. Uwielbiam te nasze spacery.

 

Pierwsze Święta 

Święta Bożego Narodzenia w tym roku były wzbogacone o babcię i psa. Standardowo również był z nami mój brat. Trochę martwiliśmy się o choinkę, czy przypadkiem nie stanie się zabawką dla pieska, jednak nasze obawy były niepotrzebne. Wszystkim, życzę takiego psa. Spokojny, grzeczny, inteligentny bardzo i do tego piękny 😁. Czego chcieć więcej. Ano właśnie wydawałoby się, że niczego, a jednak. O tym wspomnę później 😞, a teraz kończymy rok 2016 i wchodzimy w rok 2017. Sylwester spędziliśmy w domu. Zaprosiliśmy nowych sąsiadów, a gdy już dzieci z babcią poszły spać, my zaczęliśmy świętować. Imprezę uważam za udaną 😜, a czy odniesie się to do kolejnego roku, to przekonacie się już w kolejnych częściach.

 

Wasza,

Chwila dla Ciebie

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.