Moja Historia

I co dalej …

( Część 43 )

 

 

Co z Hectorem?

 

W poprzednim wpisie pisałam, że dzieci zostały z Hectorem, abyśmy my mogli spędzić weekend w Nowym Jorku. Jak się później okazało nie było tak źle. Hector dał sobie świetnie radę. Przyleciała do niego koleżanka na kilka dni, więc miał wsparcie. Nawet wybrali się na wycieczkę do „Deszczowego Lasu”, który nas wcześniej przegonił i tym razem udało im się nawet wejść na szczyt jakiejś góry w tym lesie. Dzieciaki były bardzo zadowolone, gdyż na szczycie tej góry stali w chmurach, jak to nazwał mój syn 😉. Dobrze, że chociaż im się udało pójść, bo my już drugi raz nie próbowaliśmy. Pobyt u Hectora sprawił dzieciom dużo radości. Hector cały, więc i mi ulżyło. Nawet polecił się na przyszłość 😉.

 

 

Wielka niewiadoma

 

Minęło pół roku od przeprowadzki do Puerto Rico i powoli zaczęła dopadać nas rutyna. A w środku coś mi mówiło, że za pół roku wydarzy się coś dużego. I to jeszcze dokładnie w połowie grudnia. Nie wiedziałam co, ale miałam taką pewność na 1000%, że coś dużego się wydarzy. Rozmyślaliśmy nad tym wielokrotnie, ponieważ sporo się u nas działo również w rodzinnym kraju. Dużo rzeczy przychodziło nam do głowy, ale nic takiego, co dawałoby nam pewność. 

 

Oferty

 

Od lipca zaczęliśmy rozglądać się za kolejnym wyzwaniem dla mojego męża. Już na początku lipca przyszła propozycja pracy w Hotelu Kimpton na Kajmanach. Niestety była to taka sama pozycja, którą mąż miał w tamtej chwili. Stwierdziliśmy, że trzeba piąć się w górę i teraz przyjmować tylko wyższe stanowiska. Ile można być asystentem dyrektora, no nie 😉.

Następna oferta przyszła w połowie sierpnia. Tym razem był to Hotel Kempinski w Dubaju. Stwierdziliśmy, że na kolejny koniec świata się nie przeprowadzamy, bo pies nam zejdzie w takcie podróży. Za krótki odstęp czasu i za duża odległość, aby w tak krótkim czasie stresować psa. Za bardzo skomplikowana byłaby ta przeprowadzka właśnie ze względu na niego. Jeszcze dobrze nie otrząsnął się z szoku po pierwszym locie, a zaraz miałby zafundowany drugi i to jeszcze z przesiadką albo i dwiema przez tyle godzin.

 

Cudowne spotkanie po latach

 

W międzyczasie w lipcu odwiedziła nas „rodzinka” z Kanady. Przylecieli do nas na tydzień. Bardzo było miło nam gościć ich po 5 latach odkąd oni gościli nas. Pisałam o tym we wpisie „O Kanada!”. 

 

Pobliska plaża, Dorado

Pozwiedzaliśmy pobliskie plaże, którymi byli zachwyceni i jeszcze mówili, że woda jest tak ciepła jak zupa, gdzie dla mnie ona była zimna 🤷‍♀️.

 

Totoverde, Puerto Rico

Wybraliśmy się także do Parku linowego Toroverde, z którego również ja skorzystałam. Nie ukrywam, że przerażały mnie te liny wiszące na czubkach drzew i ta odległość między jednym a drugim, nie wspominając o prędkości. Najwięcej emocji chyba wzbudził we mnie widok, gdy osoba z obsługi, na jednej linie zjeżdżała z trójką moich dzieci w tym samym momencie 😬. Widoki niesamowite, wrażenia również. Ogólnie po całym dniu spędzonym w koronach drzew, wszyscy wrócili do domu zadowoleni. Dosłownie kilka zdjęć możecie zobaczyć w Galerii, w albumie Park Linowy, bo nie mogę reszty znaleźć.

 

W sierpniu postanowiliśmy zwiedzić Puerto Rico, a dokładniej Old San Juan.

 

Old San Juan, Puerto Rico

Gdzie to jest?

 

Kolejna rozmowa w sprawie pracy przyszła w drugiej połowie września. Tym razem już nie z drugiego końca świata, ale z Anguilli. Tak, tak. Dobrze widzicie, z Anguilli, nie z Anglii. Domyślam się, że też jesteście zdziwieni, że coś takiego istnieje. Nasze pierwsze pytanie było: „A co to jest Anguilla?” i „Gdzie ona w ogóle się znajduje?”. Okazało się, że jest to niewielka kropeczka, nawet nie kropka, na Oceanie Atlantyckim. Jak zmniejszymy mapy Google to nawet tego nie widać. Trzeba dłuższy czas przybliżać, żeby w ogóle się pokazała.

Skąd ta oferta? Już spieszę z wyjaśnieniem. Koleżanka, z którą pracował mój mąż, pracowała kiedyś w innym hotelu, z głównym Menadżerem Hotelu Belmond w Anguilli. Gdy się dowiedziała, że szukają kogoś na stanowisko Dyrektora gastronomii, od razu pomyślała o moim mężu. Przesłała jego CV i odezwali się do niego.

Po kilku rozmowach, został tylko mój mąż i jeszcze jeden kandydat. Z tego co nam wiadomo, Generalny Menadżer bardzo skłaniał się ku temu drugiemu, bo kiedyś z nim pracował, i że młody, ale w ostateczności wybrał mojego męża. Ja uważam, że pracodawcy, którzy wybierają mojego męża na swojego współpracownika, nigdy nie żałują tego wyboru. Co potwierdzają późniejsze relacje z nimi 😌.

 

Wasza,

Chwila dla Ciebie

 

 

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.