Koniec i Początek – Blog przy Kawie – Moja Historia
Moja Historia

Koniec i Początek

( Część 22 )

 

Noc udało nam się przespać bez atrakcji. Do portu dopłynęliśmy o planowanej godzinie. Wiadomo, noc, zero korków po drodze, to i na czas dopłynęliśmy 😜, nie to, co samochodem. Teraz to już zostały tylko niecałe 2 godzinki jazdy i będziemy w domu. Oczywiście od razu po opuszczeniu portu zatrzymaliśmy się na śniadanko w najbliższym McDonaldzie. Tym razem na spokojnie, bez pośpiechu, bo została nam już tylko droga prosto do domu. Gdy już dotarliśmy do domu i wypakowaliśmy wszystkie rzeczy z samochodu, usiedliśmy i tak naprawdę dopiero zaczęliśmy odpoczywać. Wróciliśmy 4 sierpnia, więc jeszcze mieliśmy prawie cały miesiąc wakacji. Spędziliśmy go w Irlandii na wyjazdach za miasto, standardowo do Glendalough oczywiście, chodząc na spacery do parków, odwiedzając strusie, lamy i inne zwierzątka, które mieszkały obok na hotelowym terenie, a także dzieci bawiły się w ogródku z innymi dziećmi.

 

Spotkanie ze strusiem

Spacerek po Finnstown Hotel

I tak zleciał sierpień, aż zaczął się nowy rok szkolny. W tym roku nasza młodsza córeczka zaczęła swoją przygodę ze szkołą, a nasz najmłodszy synek od września poszedł do przedszkola. Co prawda tylko na 3 godziny, ale dla mnie to zawsze coś. Jak ten czas leci, to człowiek uświadamia sobie, jak patrzy na dzieci. Jeszcze niedawno co się urodziła, a już chodzi do szkoły. Szok! Pogoda w październiku była bardzo ładna, dlatego skorzystaliśmy z niej i odwiedziliśmy dublińskie ZOO.

 

Dublin ZOO

W tym miesiącu przyleciała też do mnie Ania, i w życiu bym się nie spodziewała, jak jej pobyt u mnie, zapoczątkuje zmiany w moim życiu. Pamiętacie moją przyjaciółkę Anię? Przedstawiałam Wam ją w pierwszym wpisie „Początek”.  To dzięki niej moje życie odmieniło się o 180′. Naprawdę. Nigdy przez myśl mi nie przeszło, że moje życie tak się zmieni. Już Was wprowadzam w całą tę historię. Jesteście gotowi, bo to, co przeczytacie w najbliższych postach, może wydać Wam się trochę dziwne, ale tak naprawdę było. Zaczynamy. 

Rok 2010 był dla Ani bardzo przełomowy. Otóż dzień przed Wigilią zmarła jej mama. Były to dla niej straszne Święta Bożego Narodzenia, jak i koniec roku. Ania prowadziła w tamtym czasie swój własny salon kosmetyczny. Niecały miesiąc po śmierci jej mamy, stała klientka powiedziała do niej, że w tym momencie, w którym teraz jest, potrzebny jest jej Bóg i zapisała ją na rekolekcje. Ania z obojętnością, stwierdzając, że nie ma nic do stracenia, przyjęła propozycję i poszła na nie. I to był drugi przełomowy moment w Ani życiu. Na tych rekolekcjach poczuła Miłość Boga 🧡 w swoim sercu i nastąpiło u niej nawrócenie. Dokładny tego przebieg możecie przeczytać na blogu, który powstaje. A jaki wpływ miało to wszystko na mnie? Ano taki, że gdy Ania się nawróciła, bardzo dużo czasu zaczęła poświęcać Bogu, a że jest moją przyjaciółką, to też bardzo dużo rozmawiałyśmy. W tamtym czasie miała niewiele osób wokół siebie, które to jej nawrócenie traktowały poważnie. Nawet niektórzy mówili, że jej odbiło, bo o niczym innym nie mówi tylko o Jezusie i że jej to przejdzie. I tak wtedy było. Ja zawsze słuchałam wszystkiego, o czym mówiła i nigdy jej nie negowałam czy krytykowałam. Starałam się dawać jej wsparcie, szczególnie że był to czas bardzo dla niej trudny. Straciła mamę, swój salon kosmetyczny i chłopaka, z którym wtedy była, a do tego wszyscy mówili jej, że jest nawiedzona i zwariowała. Dzieliło nas wtedy 6 godzin, bo był to czas kiedy mieszkaliśmy w Kanadzie. Kiedy ja miałam chwilę wolną i mogłam porozmawiać, wtedy w Polsce była już noc i wszyscy spali. Ania zawsze kładła się bardzo późno, dzięki czemu mogłyśmy porozmawiać na spokojnie. I od tamtego czasu moje życie zaczęło się zmieniać. Początkowo zmiany zachodziły w wewnątrz mnie, a dopiero jak wróciliśmy do Irlandii, było widać zmiany gołym okiem.

 

 

6 października 2015 roku, Ania ląduje w Dublinie 🛩. Odbieram ją z lotniska i jedziemy do domu. Przed przylotem Ania powiedziała, że będzie codziennie chodzić na Eucharystię, a że kościół był niedaleko, więc nie było większego problemu. Ja od razu powiedziałam, że codziennie z nią nie będę chodzić, zaprowadzę ją na początku, wytłumaczę co i jak i sama będzie mogła chodzić. Pierwszego dnia pojechałyśmy samochodem. Dzieci miały do szkoły na 8:30 a Msza Św. była na 10:00, dlatego też na spokojnie mogłyśmy zjeść śniadanie i pojechać na Mszę. Następnego dnia poszłyśmy spacerkiem, żeby Ania mogła zapamiętać drogę. Tak nam się przyjemnie szło, że nie wiadomo kiedy, przeszło to do rutyny. I tak to wyglądało przez cały pobyt Ani. Jak widać, rzeczywistość okazała się inna, niż planowałam. Opowiadała mi wszystko, czego doświadczała od momentu nawrócenia a ja z zainteresowaniem i otwartością słuchałam. Trochę się tego nazbierało przez te niecałe 5 lat, a przez telefon nie da się wszystkiego opowiedzieć i przekazać tak jak by się chciało. Czas tak szybko zleciał, że nawet nie wiadomo kiedy a Ania musiała już wracać do domu.

Tak dobrze spędziłyśmy ten czas, że od tego momentu Ania odwiedzała Irlandię częściej 😉.

 

Wasza,

Chwila dla Ciebie

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *