Moja Historia

O Kanada!

( Część 12 )

 

Po powrocie do Wolfsburga mąż wrócił do pracy, a my zaczęliśmy przygotowywać się do wyprowadzki. Bilety do Kanady kupiliśmy na 4 marca 2014 roku, żebyśmy mieli jeszcze czas na pozałatwianie wszystkich spraw. Spakowaliśmy nasze rzeczy, jak widać, długo się nimi nie nacieszyliśmy, i załatwiliśmy transport do Warszawy. Pożegnaliśmy się w szkole z nauczycielami i dziećmi. Tutaj muszę powiedzieć, że ciepło na sercu ❤️️ nam się zrobiło, bo naprawdę widać było, że szkoda im, że nasz synek opuszcza ich szkołę i to było takie szczere. Odnośnie pożegnań ze szkołą, to zapomniałam Wam napisać, jakie piękne pożegnanie mieliśmy w Irlandii. Jak wiecie, zamieszkaliśmy na nowo powstającym osiedlu, które dopiero się rozbudowywało, tak samo, jak szkoła. Dyrektor i nauczyciele znali wszystkie dzieci z imienia i myślę, że z nazwiska również. Gdy nasz synek miał Komunię Św., przemawiał do wszystkich dyrektor szkoły. W pewnym momencie słyszymy, jak zaczyna mówić, że chce pożegnać swojego ucznia, wymieniając go z imienia, i jego rodzinę, która przeprowadza się do Niemiec i życzy nam wszystkiego najlepszego na nowej drodze i że będą za nami tęsknić. Powiem Wam, że aż się wzruszyłam, takie to było miłe 🥰. Nawet teraz jak o tym piszę, to mi się łezka w oku zakręciła na samo wspomnienie. Koniec już tego rozklejania. Było, minęło, zostało piękne wspomnienie.

Jesteśmy teraz w Niemczech, więc kontynuujmy. W sumie to już się nawet wyprowadzamy, jakoś zbyt długo to tu miejsca nie zagrzaliśmy 😉.  Ja z dziećmi pojechałam do Polski w połowie stycznia i tam już zostałam do samego wylotu, a mąż dołączył do nas później razem z naszym transportem. Ogarnął mieszkanie do końca i jeszcze musiał popracować. Na końcu trochę pomieszkał też u tych znajomych z forum, o których wspominałam wcześniej. Pod koniec lutego byliśmy już wszyscy razem i szykowaliśmy się do wyjazdu. Jak widać na załączonym zdjęciu, nasz najmłodszy synek jest w pełni przygotowany na nowe wyzwanie 😉.

 

 

Najmłodszy synek

Nasze bagaże 😉

Na lotnisko musieliśmy pojechać vanem, bo nie dość, że sześcioro ludzi, to jeszcze sześć dużych toreb i sześć podręcznych. Nasze kanadyjskie życie w dwunastu torbach. Wylot mieliśmy wieczorem, czyli lecieliśmy całą noc.

 

Lot do Kanady

To była najdłuższa noc, jaką kiedykolwiek mieliśmy, a to dlatego, że jak dolecieliśmy do Toronto, to tam był późny wieczór. Zanim dopełniliśmy formalności związanych z wizą i wyjściem z lotniska, to już było bardzo późno. Z lotniska odebrali nas Patrycja z Rafałem. Oczywiście na dwa samochody 😉.

 

 

W domu byliśmy koło północy. I wtedy doznaliśmy szoku. Gdy zobaczyliśmy miejsce, które miało być naszym lokum przez najbliższy czas, odebrało nam mowę 😶. W Kanadzie domy mają to do siebie, że budowane są z tak zwanym bejsmentem. To znaczy, z taką à la piwnicą mieszkalną. I my właśnie w takim bejsmencie zamieszkaliśmy.

Wracając do naszej reakcji. Odebrało nam mowę dlatego, że Patrycja z Rafałem tak właśnie przygotowali nam nasze nowe miejsce. Wyobraźcie sobie: Dwoje obcych ludzi z czwórką malutkich dzieci pojawiają się u tak naprawdę obcych im ludzi, również szóstki, gdzie dostają na powitanie pięknie umeblowany bejsment, który wygląda jak mieszkanie. Dostaliśmy piętrowe łóżko z całym wyposażeniem gotowe do spania dla starszych dzieci i do tego jeszcze naklejki na ścianie dla każdego według płci. Dla nas duże łóżko, dla mniejszej córeczki śliczne łóżeczko a dla najmłodszego łóżeczko ze szczebelkami. Do tego duży telewizor, dwie sofy, dywan, a nawet obrazy na ścianach. Piękną łazienkę z prysznicem, dwie duże szafy, biurko z komputerem dla synka i co najważniejsze Rafał zrobił dla nas mini kuchnię, której nie było, jak byliśmy u nich za pierwszym razem. Do tego stół z krzesłami, a nawet fotelik do karmienia. Nie wspominając o małej lodówce, tosterze, czajniku i innych tego typu podobnych rzeczy. Nawet nie musieliśmy brać ze sobą wózka dla małego, bo też już na nas czekał. No coś pięknego muszę Wam powiedzieć. Po prostu odebrało nam mowę, a do tego to było takie wzruszające 😍.

 

Obrazek powitalny 🥰

Po tak pięknym przywitaniu nas ogarnęliśmy się i znowu poszliśmy spać. Tak jak napisałam, najdłuższa noc w naszym życiu. Wyjechaliśmy z domu w okolicach 21.00, a po 12 godzinach znowu położyliśmy się spać na jakieś 8 godzin. W sumie nasza noc trwała około 20 godzin 😉.

Następnego dnia poznaliśmy mamę Patrycji i dokładniej resztę domowników. Pierwszy dzień był raczej spokojny, rozpakowaliśmy się, zapoznaliśmy ze wszystkimi i wszystkim. Patrycja również zadbała, abyśmy mieli płatki dla dzieci i inne podstawowe rzeczy na początek 😍. Sami powiedzcie. Anioł 😇 nie kobieta, prawda.

Pierwszy tydzień był raczej organizacyjny. Musiałam pojechać do szkoły dopełnić resztę formalności, a mąż miał spotkanie z kimś w sprawie pracy, której nie mógł dostać, będąc poza Kanadą, więc zaraz po przylocie poszedł na rozmowę. Trochę stresu odeszło, bo pracę dostał. Zaraz po przyjeździe aplikował też do Hotelu Fairmont i też odezwali się do niego z odpowiedzią pozytywną. Ogólnie rzecz biorąc, w Kanadzie jest praca, tylko trzeba niestety tam być i mieć wizę, w innym przypadku, marne szanse na dostanie pracy z zewnątrz. Ostatecznie wybrał Fairmont.

 

Jak już wiecie, dotarliśmy do Kanady na początku marca. Z jednej strony zima, z drugiej można już powiedzieć, że nadchodzi wiosna. Naszym oczom, tak jakby, ukazał się środek zimy ❄️. Całkowite przeciwieństwo tego, co zostawiliśmy w Polsce. Wszędzie, gdzie się nie spojrzeliśmy było biało. Mało tego, góry śniegu, które utworzone były po odśnieżeniu ulic. Dzieci były w siódmym niebie 😁. Nigdy w życiu nie widziały tyle śniegu. Radości nie było końca. 

 

I tak zaczęło się nasze nowe, (kolejne zresztą 😉), życie w Kanadzie.

Więcej zdjęć, jak wygląda zima w Kanadzie, możecie zobaczyć w Galerii, bądź bezpośrednio w albumie, Zima w Kanadzie.

 

Wasza,

Chwila dla Ciebie

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.