Moja Historia

Powrót

( Część 16 )

 

Nowy rok, nowe możliwości i kolejny raz „początek” 😉. Ze względu na to, że wynajmowaliśmy nasze mieszkanie i musieliśmy dać wypowiedzenie 3-miesięczne, ja z dziećmi zostałam w Polsce, a mąż pojechał do Irlandii. Tam zamieszkał u mojego brata, dopóki nasze mieszkanie nie zostało zwolnione. Znalazł pracę w centrum Dublina w hotelu The Westbury na stanowisku Menadżera Bankietów, Restauracji i Room Dining. Takie połączenie dwóch stanowisk z Kanady plus jedno dodatkowe, a co, jak dają, to trzeba brać 🤭. Jak to się mówi: „Kto bogatemu zabroni” 😉.

Powoli mąż przygotowywał dla nas mieszkanie i w marcu do niego dołączyliśmy. Jakby nie było, był to dla nas powrót, więc nie mieliśmy większych problemów z pozałatwianiem koniecznych spraw. Udało nam się zapisać córeczkę do przedszkola, a i naszego synka wszyscy przyjęli bardzo życzliwie oraz trafił do swojej klasy i kolegów. Także stres z dziećmi na szczęście odszedł.

Początki jak zawsze najtrudniejsze. Nasz to już któryś z kolei, ale jak zawsze trudny. Wszystko musieliśmy zaczynać od początku. Jedynie z mieszkaniem mieliśmy spokój, bo własne. Własne, jak własne. Na kredyt, co prawda, ale nie musieliśmy się już martwić czy ktoś nam wynajmie i czy nas będzie na nie stać. Tym bardziej że akurat w tamtym czasie było bardzo ciężko na rynku nieruchomości i nie dość, że mieszkania były bardzo drogie, to jeszcze ciężko było cokolwiek znaleźć. Oczywiście, żeby nie było tak kolorowo, to trzeba było jak zwykle wydać mnóstwo pieniędzy na początek, żeby zacząć na nowo jakoś funkcjonować. Pierwszy na liście był oczywiście samochód. Bez niego ani rusz z czwórką dzieci. A że już nas była szóstka, to oczywiście trzeba było rozejrzeć się za mini autobusem 😉, bo zwykły samochodzik nie wchodził w grę z taką ekipą. W następnej kolejności umeblowanie mieszkania.

 

Nasze pierwsze dni po powrocie

 

Przeprowadzając się do Niemiec, zostawiliśmy mieszkanie umeblowane pod wynajem, resztę mebli zabraliśmy ze sobą, a wyprowadzając się do Kanady, prawie wszystkie meble sprzedaliśmy i zostaliśmy tylko z ubraniami w torbach, które zabraliśmy ze sobą. Także musieliśmy kupić dzieciom łóżka, biurka i inne rzeczy, więc trochę kasy jak zawsze się rozeszło. Tak jak wspomniałam, początki nigdy nie są łatwe. Nasz kolejny zaczęliśmy od spłacania debetu. No cóż, od czegoś trzeba było zacząć. 

Podobno nie wchodzi się drugi raz do tej samej rzeki. My weszliśmy. Czy dobrze zrobiliśmy? Czy powroty są dobre? Co Wy o tym sądzicie? Ja nie lubię wracać w to samo miejsce jeśli chodzi o życie. Odkąd pierwszy raz postawiłam nogi na obczyźnie, to chyba weszło mi to w krew i teraz przeprowadzka to dla mnie jak wyjście do sklepu tyle, że z pełnymi torbami 😆.

Doszło do tego, że po mniej więcej pół roku do roku jestem gotowa do kolejnej przeprowadzki. Cóż mogę poradzić 🤷‍♀️, taki chyba już mój los. Na tę chwilę Irlandia jest jedynym krajem, do którego wróciliśmy. Może dlatego, że mieliśmy tam swoje mieszkanie i jakby nie było, spędziliśmy tam trochę lat. Taki nasz, można powiedzieć, „drugi dom”. Nawet czasami się łapię na tym, że jak słyszę, oglądam czy czytam coś o Irlandii, to tak jakoś na sercu inaczej się robi niż do innych krajów, w których mieszkaliśmy. Może podświadomie gdzieś uznajemy Irlandię jako nasz „drugi dom”. Urodziła się tam nasza trójka dzieci i cała czwórka wychowała, a i nasze małżeństwo rozkwitało i dojrzewało w tym kraju. Czyli początek naszego wspólnego życia w nowym kraju, jakby scalało nas z Irlandią przez te wszystkie lata.

Jak nam to wyszło, to przeczytacie w kolejnych częściach tej historii. 

 

Wasza,

Chwila dla Ciebie

 

 

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.