Moja Historia

Prom

( Część 7 )

 

Jak już wiecie, jest nas piątka 😍. Więcej ludzi, więcej roboty, ale kto by o tym myślał. Najważniejsza w tamtym czasie była euforia. Ten stan szczęścia nie pozwalał mi widzieć tego, co mnie czeka. Jak wspomniałam we wpisie „Żabka” dziecko Skarb. Nie pamiętam, żeby płakała jakoś specjalnie bez potrzeby. Wyobraźcie sobie, że ja nawet nie odczułam tego, że mojej córeczce wyszły ząbki. Ani razu nawet nie jęknęła. Dacie wiarę?! Jedyny raz, kiedy cokolwiek z siebie wydobyła odnośnie wychodzących ząbków, było: „Mamusiu boli”. Dwa razy na wszystkie zęby, i to dopiero przy ostatniej górnej piątce. Nie odczułam, jakbym dziecko miała, a tym bardziej trzecie. 

Mąż po kolejnych 7 miesiącach awansował na Lobby Lounge Menadżera. Rozpędził się trochę, jak widać. Chyba chce dotrzymać mi tempa. Tylko ja mam swoje limity a on niekoniecznie 😉, czyli z góry jest na wygranej pozycji 😁. No cóż, życie.

Po niecałym roku od awansu zrobiliśmy sobie małą wyprawę samochodem do Polski. W tym też roku rozpoczęliśmy również, nasze tradycyjne, jak się potem okazało, wyprawy samochodem 🚙 do Polski przez Europę.

 

 

Pierwszy raz wyruszyliśmy z domu samochodem do portu w Rosslare i stamtąd płynęliśmy promem ⛴ całą noc do portu we Francji. Wszyscy smacznie spali, wyłączając oczywiście mnie, bo ja, po co miałabym spać, przecież lepiej patrzeć 😳 na wzburzone fale całą noc i zastanawiać się, kiedy statek się przewróci i wszyscy się potopią. Prawda? Lepsze zajęcie niż spanie. Kto by tam o spaniu myślał przy takich atrakcjach, przecież to może być jedyna szansa. Pierwsza i ostatnia. Druga już się może nie powtórzyć. I co wtedy? No ale ja już tak mam. Wszystko, co nie dotyka ziemi, doprowadza mnie do niekontrolowanego stanu gotowości. Weź się człowieku, nie denerwuj, kiedy bujało, jak nie wiem co. Myślałam, że naprawdę statek się zaraz przewróci ⛴. Najgorsze w tym wszystkim było to, że samochód ZAWSZE prowadzę ja, a cała noc nieprzespana raczej nie byłaby dla mnie najlepsza. Ogólnie potwornie boję się latać samolotami, pływać statkami i czymkolwiek jeszcze, co nie dotyka ziemi i nie mam nad tym kontroli. Tak samo, jak boję się delektować jazdą samochodem jako pasażer. Taka trauma z lat młodzieńczych. Natomiast rano, gdy dopływaliśmy do portu i zjeżdżaliśmy windą na parking, rozmawialiśmy z obsługą o przebytej nocy. Dowiedzieliśmy się, że woda wpadała na pokład, ale teksty typu: „to normalne”, „to, to jeszcze nic” zwaliły mnie z nóg 😳.  Mało mi serce ze strachu nie wyskoczyło przez całą noc, a tu takie teksty na śniadanie serwują. W sumie bardziej już pod kolację podchodziło, bo zbliżała się 17.00. Ale kto by tam nad porami dnia się zastanawiał w takim stresie. Zastanawiałam się nawet czy przypadkiem jakiegoś specjalnego pakietu z atrakcjami nocnymi nie wykupiliśmy przez przypadek 😉. Już sama nie wiem co gorsze: samolot czy statek 🤔? Na wyspie zachciało nam się mieszkać, jakby na „lądzie” miejsca dla nas nie było 🙄.

Całe szczęście, że moje stopy wreszcie dotknęły ziemi. Kamień z serca. Teraz już tylko trasa po lądzie. Z portu w Cherbourg we Francji musieliśmy dojechać do Paryża, gdzie zrobiliśmy sobie postój.

 

 

Według map Google trasa zajęłaby nam ok. 4 godzin, ale w naszym przypadku nie było to możliwe. Po pierwsze, ze względu na dzieci, bo co chwila, a to siku, a to jeść, a to coś tam jeszcze, i tak przez całą drogę więc z 4 godzin zrobiło się 5. To, to jeszcze nic. Najlepsze dopiero przed nami. Jak już dotarliśmy do Paryża; dodam, że uszczęśliwieni na maksa, w szczególności ja, czego nie da się ukryć; zaczęliśmy szukać naszego hotelu 🏨, żeby normalnie jak człowiek BEZ STRESU się wyspać. No i się zaczęło. Godzina ZERO” wybiła! Włączyliśmy GPSa, którego pożyczył nam mój brat Kochany, jedyny, troszczący się o siostrzyczkę i szwagra. Dobry dzieciak Wam powiem, no szczere miał chęci 😍. Podążaliśmy zatem za GPSem. Pięknie nas prowadził. Po wszystkich uliczkach i autostradach Paryża tylko nie tam, gdzie powinien, tzn. do naszego hotelu. Nie pomyślał chyba, że nie byliśmy w nastrojach na zwiedzanie Paryża po 22.00 i nieprzespanej nocy na promie. No cóż, to tylko GPS, czego tu od niego wymagać, to dopiero połowa 2012 roku 😉. Zmęczeni tą całą podróżą i zwiedzaniem z przewodnikiem GPSem, zdecydowaliśmy się zapytać francuskiego taksówkarza, jak się dostać do naszego hotelu. Świetny pomysł!!! Powinniśmy dostać owacje na stojąco! Serio. 22.30, a my pytamy się francuskiego taksówkarza o drogę, bardzo śmieszne, naprawdę. Pan taksówkarz bardzo rozmowny i naprawdę bardzo pomocny. Mówił, tłumaczył, nawet pokazywał, sęk w tym, że wszystko po francusku 😫. No brak słów. Człowiek wtedy zaczyna pluć sobie w brodę: „czemu ja się francuskiego nie uczyłam, teraz nie miałabym problemu z porozumieniem się” 😉. Nieważne. Pojechaliśmy dalej przed siebie, gdzie nas droga zaprowadziła. Nagle przed nami wyrósł ni stąd, ni zowąd hotel, jakiś tam hotel, nie nasz oczywiście, bo to by było za piękne. Mąż poszedł zapytać o drogę do naszego hotelu. Pani była tak miła, że nawet wydrukowała nam mapę, jak dojechać z tego miejsca gdzie jesteśmy. Nie uwierzycie!!! Nasz hotel był ulicę dalej 🤦‍♀️.

Okazało się później, że GPS nie miał wgranej najnowszej mapy Francji i dlatego trochę się gubił. Najważniejsze, że trafiliśmy do celu.

Gdy już dostaliśmy się do pokoju i moja głowa dotknęła poduszki, myślę, że nie zdążyłabym policzyć do 5 i już byłam w Krainie Snów 😴.

 

Wasza,

Chwila dla Ciebie

6 komentarzy

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.