Moja Historia

Wspólne Wakacje

( Część 36 )

 

Nie wiadomo kiedy, a już koniec roku. Tegoroczne wakacje zaplanowaliśmy na przełom lipca i sierpnia. Mąż przyleciał do nas w połowie lipca. Ja wyskoczyłam na kilka dni do Polski, żeby oderwać się trochę od codzienności i obowiązków, pozwalając przy tym nacieszyć się dzieciom, tatą, którego mieli tylko dla siebie. Po moim powrocie spędziliśmy jeszcze kilka dni w Irlandii i oczywiście musowo musiała być wycieczka do Glendalough 😉. Żeby całego miesiąca nie spędzić w Irlandii, zdecydowaliśmy, że pojedziemy w te wakacje, do Polski, ale tym razem nie odwiedzać rodzinę, ale nad nasze polskie morze. Chcieliśmy, aby nasze dzieci zaczęły powoli poznawać Polskę, bo przecież to ich kraj. A Polska jest naprawdę przepiękna.

 

Glendalough

Zaczęliśmy szukać noclegów. Niestety niczego nie mogliśmy znaleźć, bo wszystko było po rezerwowane. Nie zraziliśmy się. Kupiliśmy bilety na prom i stwierdziliśmy, że będziemy szukać po drodze. Standardowo zapakowaliśmy nasze autko po brzegi, psa zostawiliśmy u Sandry w hotelu dla psów, i następnego dnia ruszyliśmy w drogę. Dzieci bardzo zadowolone, bo polubiły te nasze wspólne podróże samochodem po Europie. Droga była całkiem dobra. Pogoda też sprzyjała jeździe.

 

Dźwirzyno, Ośrodek Geo-sea

Udało mi się dodzwonić do jakiegoś ośrodka, w którym została wolna tylko jedna połówka domku, w którym było tylko 5 łóżek. Nas było o jedną osobę więcej. Trochę z obawą zapytałam Pani, czy nie byłoby problemu, gdybyśmy sobie napompowali swój materac, żeby się pomieścić. Na szczęście mieliśmy materace, gdyż jak zawsze, nasze wyprawy mają etapy. W tym roku część spędziliśmy w domku, a część pod namiotem. Pani uprzejmie się zgodziła. W ostatniej chwili udało nam się znaleźć dach nad głową 😉, a zaczynaliśmy już podróż wzdłuż morskich kurortów. Takim oto sposobem znaleźliśmy się w Dźwirzynie, w województwie zachodniopomorskim.

 

Czas coś zjeść 😉

Rozpakowaliśmy się i ruszyliśmy na poszukiwanie czegoś do jedzenia. Gdy już każdy napełnił swoje brzuchy, postanowiliśmy, że zwiedzimy okolicę. Dzieci już zrobiły sobie plan, gdzie „muszą” pójść, co zobaczyć i gdzie się pobawić. Oczywiście na pierwszym miejscu był wypad na plażę, zresztą bardzo udany.

 

Wyczekiwana plaża 😉

W kolejnych dniach, w których pogoda nie rozpieszczała nas za bardzo, udaliśmy się na wycieczkę do Kołobrzegu, a tam m.in. do Muzeum Figur Woskowych. Przez chwilę mogliśmy poczuć się jak w Hollywood 😉.

 

Muzeum Figur Woskowych w Kołobrzegu

Odwiedziliśmy również port w Kołobrzegu i molo. Przespacerowaliśmy się bulwarem wzdłuż plaży, podziwiając prace artystów, którzy je wystawiali na sprzedaż. Resztę pobytu spędziliśmy na atrakcjach, jakie oferowane były na miejscu.

 

Kołobrzeg

Po udanym pobycie nad polskim morzem zapakowaliśmy się do naszej bryki i ruszyliśmy dalej w drogę. Kierunek w stronę domu, ale z przystankiem na 3 dni w Niemczech. Zarezerwowaliśmy sobie pole namiotowe w Tropical Island. W tamtym czasie, największym parku wodnym w Europie.

 

Pole namiotowe w Tropical Island, Niemcy

Przyznam szczerze, że wrażenie robi naprawdę niesamowite. Fajne baseny, super roślinność i bardzo przyjemne miejsce. Jak możecie się domyśleć, całe dwa dni, spędziliśmy na basenach. Trzeciego dnia już sobie odpuściliśmy, bo trzeba było pakować się do samochodu i ruszać w stronę domu.

 

Park Wodny Tropical Island, Niemcy

Czas szybko zleciał, a mąż po dwóch dniach od powrotu, już musiał wracać do Bahrajnu. Wszystko, co dobre szybko się kończy.

 

Wasza,

Chwila dla Ciebie

 

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.