Moja Historia

Wyzwanie

( Część 5 )

 

Nowy rok, nowe wyzwanie. 

Styczeń 2009 rok. Stwierdziliśmy, że skoro już mąż zmienił kierunek swojej kariery zawodowej, to żeby mógł się dalej rozwijać, musi pójść na studia w tym kierunku. Tylko skąd tu wziąć pieniądze? No cóż. Następna pożyczka 🤦‍♀️. To już trzecia, ale nie ważne. Wyobraźcie sobie, że po 2 latach pobytu w Irlandii, zaczął tam naukę. Z takim zasobem słów, których nauczył się jako barman, rozpoczął edukację na kierunku: Zarządzanie w Hotelarstwie. Zdolna bestia muszę Wam powiedzieć 😊. Nowe słówka zapisywał sobie na karteczkach, z którymi się nie rozstawał i w wolnych chwilach starał się je zapamiętać. Rano jeździł do szkoły, potem do pracy i w nocy do domu. Dobrze, że miał, chociaż w jednym kierunku. I tak przez półtora roku. Nie powiem, żeby było mi lekko, ale co się nie robi dla rodziny. Mąż wstawał rano do szkoły, a wracał późno w nocy, ja całymi dniami sama w domu z dwójką malutkich dzieci.

Na początku jeszcze jakoś dawałam radę. Podtrzymywała mnie przy życiu chyba ekscytacja z posiadania własnego „M” 😉 i raz na jakiś czas wypad na jakąś wycieczkę. Wtedy dopiero zaczynaliśmy poznawać Irlandię i naszym częstym kierunkiem był Glendalough, czyli trasa w góry. Nasze klimaty 😁. Tam mogliśmy jeździć za każdym razem i nigdy nam się nie nudziło. My po prostu tak bardzo kochamy góry ⛰🤪. Za każdym razem wracaliśmy do domu jak nowo narodzeni. Te wycieczki wpompowywały we mnie odrobinę „świeżego” życia. Trochę czuliśmy się jak u nas w Polsce. Tak troszkę, jakbyśmy byli w naszych polskich pięknych górach, o których zawsze myślę z ogromnym sentymentem. Marzy nam się taki domek w lesie z widokiem na góry. Górskie tereny to jest to, czego nam trzeba do szczęścia 😉. W kolejnym wpisie wrzucę kilka fotek, wygrzebanych i ocalonych z wypadów w tamte okolice. Jedno wrzucam na zachętę 😉.

 

Glendalough

 Glendalough – Jezioro Górne (Upper Lake)

 

Opuszczając te przepiękne górskie widoki w naszych marzeniach, wracamy do rzeczywistości, już nie takiej przepięknej, jak mi się w tamtym czasie wydawało. Tak czy inaczej, jesteśmy w tym momencie na wakacjach, na których bywaliśmy z dziećmi w Polsce. Standardowo zresztą, bo odkąd się wyprowadziliśmy do Irlandii, na każde wakacje tam lądowaliśmy. Zawsze było coś do załatwienia, więc gdzie na wakacje? Do Polski. Możecie się domyślać, że każdy chciał, żeby się z nim zobaczyć. Tylko skąd tu wziąć tyle czasu ⏱?  Jeżdżąc do Polski, zawsze robiliśmy tour po rodzinie i znajomych i dla nas nie starczało już czasu. Tak naprawdę to dopiero po powrocie do domu, przydałyby nam się prawdziwe wakacje 😉.

 

Paw, Łazienki Królewskie w Warszawie

Taki piękny Paw w Łazienkach Królewskich w Warszawie sobie spacerował

 

W tym roku udało nam się nawet wyrwać na 3 dni na naszą 5 rocznicę ślubu do Paryża, dzięki moim rodzicom, którzy przylecieli, żeby posiedzieć w tym czasie z dziećmi. Niby tylko 3 dni, ale uwierzcie mi, dla mnie to jak tydzień 😁. Potrzebowałam tego bardzo. Nawet nie przeszkadzało mi to, że musieliśmy jechać autobusem godzinę z lotniska do Paryża i z powrotem. Te 2 noce bez płaczu i wstawania, i te poranki, kiedy budziłam się, kiedy się wyspałam, a nie bo musiałam – BEZCENNE 😉.

Wróćmy na razie z tych „wojaży” 😉 do mojej codzienności. Jesteśmy już u schyłku wakacji i zaraz rozpocznie się rok szkolny, co oznacza, że nasz pierworodny zaczyna swoją edukację 😁, a co się z tym łączy, to dodatkowy obowiązek rannego szykowania i zaprowadzania go do szkoły, jak również odbierania. Nie byłoby tak źle, gdyby nie fakt, że zawsze wyjściu do szkoły, która była 5 min od domu, towarzyszyła wyprawa. Musiałam ubrać synka, córeczkę i oczywiście siebie, a pogoda w Irlandii, jak już wspomniałam wcześniej, do najlepszych się nie zaliczała. Gdy już prawie byliśmy gotowi do wyjścia, jak na złość córeczka zdecydowała, że przed wyjściem „skorzysta z toalety”, bo przecież nie wiadomo, kiedy wróci, a jeszcze tym bardziej nie wiadomo, czy tam, gdzie ją zawiezie mama, jakaś będzie 😉. No i co? I w pośpiechu musiałam jej szybko przebierać pampersa, a czasami zdarzało się nawet zmieniać całe ubranie 🤦‍♀️, a trzeba już było wychodzić do szkoły; poza tym synek już stał zgrzany od dłuższego czasu i czekał. I tak było prawie zawsze, a w szczególności, kiedy nie było już czasu i już trzeba było wychodzić. Miałyście tak samo? Mogę się domyślać, że na pewno którejś z Was, też się tak przytrafiło. No ale cóż, takie uroki bycia mamą 😍. Wtedy mnie to czasami złościło, ale teraz jak sobie przypomnę, to były piękne chwile. Chwile, które już nigdy nie wrócą i jedynie pozostaną nam w pamięci dopóty, dopóki nie zapuka do nas Alzheimer 😉. Mam nadzieję, że na zawsze 😍. Dlatego Mamusie, cieszmy się z każdej chwili bycia mamą, jaką dostajemy każdego dnia. Z tych dobrych i z tych gorszych, naszym zdaniem. Czego doświadczymy, nikt i nic nam nie zabierze, a jaki piękny album tworzy się w naszej pamięci, to doceniamy to, dopiero po latach. 

Wracając do męża. Po 1,5 roku nauki nadszedł czas na półroczne praktyki. Mąż złożył podanie o przyjęcie na praktyki do The Ritz-Carlton Powerscourt w Enniskerry. Długo nie musiał czekać. Chłopak, który uczył się na tym samym Uniwersytecie co mój mąż, a jednocześnie pracował w Ritzie, przyszedł do niego i zapytał, czy zamiast praktyk chciałby pracować, bo akurat poszukują pracowników. I takim oto sposobem po 3 latach, mąż zmienił miejsce pracy z irlandzkiego pubu-restauracji na renomowany hotel 5 ★. Co prawda na to samo stanowisko, ale od czegoś trzeba było zacząć. Tak czy inaczej, i tak długo jako barman się nie napracował, bo po 2,5 miesiącach stwierdził, że chce się rozwijać i poprosił o przeniesienie na stanowisko kelnera. Na początku jeszcze pracował przez chwilę na dwóch stanowiskach, ale potem pracował już tylko jako kelner. Po 9 miesiącach dostał się na 18-miesięczny trening menadżerski, który zakończył się już po 5 miesiącach awansem na Asystenta Lobby Lounge Menadżera. No cóż mogę powiedzieć. Duma mnie rozpiera 😌. Nawet nie wiedziałam, że taki nieoszlifowany diament 💎 mam u boku 😍.

Pomyślałam sobie: 

„Czemu by nie spróbować. Trzeba ten diament oszlifować, bo szkoda, żeby się zmarnował”.

Całkowicie zajęłam się domem i dziećmi, aby mąż mógł spokojnie się rozwijać i poprawiać byt naszej rodzinie. Niestety, była to dla mnie chyba zgubna decyzja, której skutki całkiem szybko się pojawiły. W jednym z kolejnych postów będziecie mogli o tym przeczytać.

I tak też dotarliśmy do końca roku. Ta zima różniła się od poprzednich, w Irlandii. 2009 rok zakończył się na BIAŁO!!! Wyobrażacie sobie?! Spadł śnieg, wreszcie! Nie jakieś olbrzymie ilości, po prostu, trochę więcej, żeby bałwana można było ulepić ⛄😉. Podobno od wielu, wielu lat nie było śniegu w Irlandii i był to dla nich szok. Jednym słowem, nie byli na to przygotowani. Dla nas była to radość; dla miast nie sądzę. ŚNIEG = PARALIŻ. Wszystko zostało zamknięte! Przez 3 dni ludzie nie chodzili do pracy, bo nie mieli jak się wydostać, ale nie wydaje mi się, żeby aż tak się wyrywali do pracy, szczególnie lokalni 😉. Ci zaś, co mogli, pracowali z domów, a tym, co się jakoś udało wydostać i dotrzeć do pracy, no to pracowali tak jak mój mąż niestety 😞. Autobusy nie jeździły, szkoły pozamykane, dzieci przeszczęśliwe; rodzice niekoniecznie 😉. Dla nas szokiem nie był śnieg, tylko to, że wszystko nagle stanęło. W Polsce nie przy takich śniegach się funkcjonuje 🥶😉. Ta zima zapoczątkowała kolejne białe zimy w Irlandii 🌨, a my kontynuowaliśmy nasz rozwój.

 

Poniżej możecie zobaczyć kilka zdjęć z tej zimy, jakie udało mi się znaleźć (przepraszam za jakość 😊). Oczywiście śnieg zniknął szybciej, niż byśmy tego chcieli. Nie pamiętam dokładnie, ale dłużej jak do dwóch tygodni to chyba nie leżał.

 

 

A tutaj dla porównania zdjęcie z zimy w Polsce 😉

 

Zima w Polsce

 

Wasza,

Chwila dla Ciebie

7 komentarzy

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.