Za Oceanem – Blog przy Kawie –Moja Historia Moja Historia – www.BlogprzyKawie.com
Moja Historia

Za Oceanem

( Część 13 )

 

 

Nasze pierwsze tygodnie za oceanem były dla nas nie tylko organizacyjne, ale także bardzo wypełnione. Mąż od razu zaczął pracować i dzieci też w miarę szybko poszły do szkoły. Ja sobie zrobiłam dłuższe wakacje i szkołę zaczęłam od kwietnia.

Gdy dwójka najstarszych dzieci poszła do szkoły, dwójka maluchów została w domu. Na szczęście szkoła była 3 minuty spacerkiem, co bardzo ułatwiło nam organizację. Podczas gdy ja byłam w szkole, najmniejszymi dziećmi zajmowała się mama Patrycji. Złota kobieta. Wiadomo, po kim Patrycja odziedziczyła takie cechy 😍.

Dzieci w szkole zaklimatyzowały się dość szybko, tym bardziej że mogły porozumiewać się w języku angielskim. Wiadomo, na początku był lekki stress, bo nowy kraj, nowa szkoła, a także nowe dzieci. Najbardziej stresowała się nasza córeczka. Trochę jej to zajęło, ale i jej udało się opanować stres. Nie ma się co dziwić. Dopiero co zaczęła przedszkole po angielsku, za chwilę znajduje się w przedszkolu w innym kraju z innymi dziećmi, gdzie wszyscy mówią w innym języku, tzn. niemieckim. Nie zdążyła się przyzwyczaić, na dwa miesiące ląduje w Polsce, gdzie wszyscy do niej mówią po polsku, a za moment dosłownie znowu wpada w wir angielskiego. Jak tu się nie stresować? Dorosły nie jeden by się zestresował, a co mówić o dziecku 5-letnim. Co te nasze dzieci przeszły, to tylko one chyba wiedzą najlepiej. Wierzę, że taki styl życia, który może nie jest dla nich najłatwiejszy, pomoże im w dorosłym życiu i będą patrzeć na wszystko z innej, szerszej, może lepszej, a na pewno bardziej doświadczonej perspektywy.

 

Pociąg GO w Toronto

Dzieci bardzo dobrze czuły się w szkole, do której chodziły. Nauczyciele byli bardzo sympatyczni, dzieci również. Przynajmniej jeden problem z głowy. Mąż do pracy jeździł pociągiem, gdyż mieszkaliśmy w mieście Mississauga, a hotel był w centrum Toronto. Moja szkoła mieściła się w miasteczku Streetsville, samochodem 11 minut, którym zresztą jeździłam, bo pożyczał mi Rafał.

W mojej szkole przeważała w tamtym czasie narodowość Wenezuelska i Kolumbijska, potem reszta świata 😉. Ludzie przesympatyczni, jak Ci, którzy tam pracowali tak samo i Ci, którzy tam się uczyli. Atmosfera, bardziej niż domowa, człowiek w ogóle nie czuł się zestresowany. Szczerze się przyznam, że nigdy w życiu nie spotkałam się z takim przyjęciem i z taką atmosferą. Wszyscy życzliwi, uśmiechnięci, radośni i otwarci. Całkiem inny świat niż ten, który znałam do tej pory 😉. Do dziś dnia wspominam z sentymentem tamten czas. 

Skoro zapoznaliście się już z naszym uporządkowanym życiem w Kanadzie, możemy przejść do dalszych wydarzeń 😉. Na początku musieliśmy zamienić swoje prawa jazdy na kanadyjskie, żebyśmy mogli jeździć samochodem. Mieliśmy szczęście. Akurat wcześniej zrobiliśmy to samo w Niemczech. Niemcy mieli podpisaną umowę z Kanadą i nie musieliśmy zdawać, żadnych egzaminów. Wystarczyło tylko oddać niemieckie i dostaliśmy kanadyjskie. Najlepsze jest to, że w Polsce mieliśmy prawo jazdy kategorii B, co po zmianie z niemieckiego na kanadyjskie, wzbogaciło nam się o możliwość prowadzenia samochodów dostawczych. Jak się potem okazało, przydało się to mojemu mężowi przy pomocy w przeprowadzce jego kolegi. Mogli wypożyczyć samochód dostawczy na zwykłe prawko i samemu przewieźć wszystkie meble. Dla nas był to szok 😳, nie pierwszy zresztą i nie ostatni 😉.

 

Nie wiadomo kiedy a już święta Wielkanocne i za mną prawie miesiąc szkoły. Powoli śnieg topniał i zbliżała się wiosna. Wyobraźcie sobie, że w Kanadzie niby są cztery pory roku, ale tak jakby ich nie było. A wiecie dlaczego? Dlatego, że najdłuższymi miesiącami w roku jest zima ❄️ i lato ☀️. Wiosna potrafi trwać tylko dwa tygodnie. Nie zdąży człowiek schować zimowych rzeczy do szafy, a już musi letnie zakładać 😁. Ten czas przejściowy w Kanadzie jest dość krótki, a jednocześnie przepiękny. Zaczęliśmy powoli zwiedzać okolicę, chodząc na spacery bliższe i dalsze. W okolicy znajdowały się parki i place zabaw. A jak to w Kanadzie, do najmniejszych się nie zaliczały, więc trochę nam się schodziło, żeby po nich pospacerować. A że uwielbiamy spacerować, to była dla nas sama przyjemność. No, teraz to już raczej muszę napisać, że uwielbialiśmy spacerować. Towarzystwo dorosło i co poniektórzy wolą spędzać czas inaczej 😉, a jak już spacer, to na pewno nie za długi. Co zrobić 🤷‍♀️.

 

 

Spacerując tu i tam zobaczyliśmy kanadyjskie wiewiórki . To nie tak jak w Polsce, że wiewiórki to w wybranych miejscach tylko można zobaczyć. Tam, one biegają wszędzie. Dosłownie wszędzie: po parkach, osiedlach, ulicach, między samochodami, to tak mniej więcej, jak u nas gołębie 😉. Wyobraźcie sobie, że tamtejsze wiewiórki mają kolor szary i są większe od naszych. Czasami zastanawialiśmy się, czy to jest wiewiórka, czy szczur, bo mają taki podobny kształt i są takie duże i szare. Naprawdę.

Jak wspomniałam wcześniej, do szkoły jeździłam samochodem Rafała. Jak się potem okazało, tak trochę nielegalnie i dlatego musiałam przerzucić się na mniejszy środek transportu. Pewnie zastanawiacie się, dlaczego nielegalnie 🤔. A to dlatego, że żebym ja mogła jeździć ich samochodem, musiałabym mieć ubezpieczenie na siebie. W razie, gdyby doszło do jakiegoś wypadku, czy cokolwiek takiego, to ja bym musiała pokrywać koszty z własnej kieszeni. „Chyba” mnie na to nie było stać 😱. Rafałek, dobry dzieciak, zadbał o moją „przyszłość” i wyczarował dla mnie rower 😉. I tak sobie tym rowerkiem 🚴‍♀️ śmigałam aż do wakacji. Nie powiem, żebym z tego powodu była jakaś niezadowolona, wręcz przeciwnie. Dojazd zajmował mi tak w granicach 30 minut, ale dzięki temu miałam chwilę na to, żeby porozmawiać z „Polską” w tym czasie. Czas powrotny drugie 30 minut i znowu czas na pogawędkę. Takim oto sposobem miałam 2 w 1, bo i porozmawiać mogłam i trochę dla zdrowia czasu poświęciłam. Przynajmniej nie odkładało się tu i tam, to co nie powinno 😉. I tak aż do końca czerwca.

Na czas wakacji i ja zrobiłam sobie przerwę w szkole, ponieważ czwórka dzieci do pilnowania, to już nie to samo co dwójka. I takim oto sposobem „wszyscy” mieliśmy wakacje 😉. 

 

Wasza,

Chwila dla Ciebie

4 komentarze

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *