Ze ŚNIEŻKI do BELGII – Blog przy Kawie – Moja Historia
Moja Historia

Ze ŚNIEŻKI do BELGII

( Część 28 )

 

19 sierpnia, ostatni dzień naszego pobytu w Karpaczu i dzień moich urodzin 😀. Na prezent urodzinowy dostałam wyprawę na Śnieżkę 😉. Rano po śniadaniu od razu ruszyliśmy w kierunku autobusu, który zawiózł nas na czeską stronę do dolnej stacji kolejki linowej Pec pod Sněžkou. Trasa obejmowała przesiadkę w Růžová Hora, również do kolejki linowej, którą dostaliśmy się do stacji na Śnieżce.

 

Kolejka linowa Pec pod Sněžkou

Emocje, jakie towarzyszyły dzieciom podczas jazdy, dodały im chyba więcej energii do wędrówki 😉. Po wejściu na górę, bo trzeba było troszkę podejść od kolejki, pierwszym obiektem, który ukazał się naszym oczom, była Kaplica Św. Wawrzyńca.

 

Wysokogórskie Obserwatorium Meteorologiczne IMGW

Obok Kaplicy znajduje się również Wysokogórskie Obserwatorium Meteorologiczne IMGW, które swoim kształtem przypomina latające spodki. Na samym szczycie, gdzie mogliśmy napić się czegoś gorącego, podziwialiśmy widoki, które są naprawdę niesamowite ⛰😍.

 

Droga przyjaźni polsko-czeskiej

Po zwiedzeniu szczytu Śnieżki podążyliśmy w dół drogą przyjaźni polsko-czeskiej, gdzie mogliśmy zatrzymać się w Schronisku Górskim-Dom Śląski i zjeść coś ciepłego. Po napełnieniu naszych brzuchów udaliśmy się szlakiem czerwonym w dół do Schroniska PTTK nad Łomniczką.

 

Schronisko PTTK nad Łomniczką

Tam kupiliśmy sobie herbatkę i ruszyliśmy dalej w drogę, delektując się piękną pogodą i cudownymi widokami. Nagle naszym oczom i bardzo zmęczonym nogom ukazała się kolejka linowa Biały Jar. Jakież mieliśmy szczęście! Jak się okazało, kolejka właśnie zakończyła swoją pracę na dzisiaj, ale bardzo miły pan, który tam pracował, powiedział nam, żebyśmy wskakiwali na ławeczkę i jeszcze tylko powiadomi tych na dole, że ostatni turyści dotrą za chwilę. Tym razem kolejka była siodełkowa i emocje były jeszcze większe, bo tylko barierka dzieliła nas od przestrzeni pod nami 😬. „Podróż” trochę bardziej stresująca niż na Śnieżkę, ale równie ciekawa.

 

Zapora na Łomnicy

Po emocjonującej przejażdżce trafiliśmy na dalszy ciąg czerwonego szlaku i nim kontynuowaliśmy powrót do domu, natrafiając po drodze na Zaporę na Łomnicy. Dotarłszy do miasteczka, poszliśmy coś zjeść i wymęczeni, ale jakże zadowoleni udaliśmy się spać, gdyż następnego dnia ruszaliśmy dalej w drogę. Wyspani i pełni energii zapakowaliśmy się do samochodu, oddaliśmy klucze i rozpoczęliśmy nasze kolejne 1000 km. Mapy Google przewidziały dla nas 11 godzin jazdy. Zaczęliśmy od małego przystanku niedaleko od Karpacza na szybkie śniadanko i lody, na dobry początek dnia i nie tracąc więcej czasu, ruszyliśmy w drogę.

 

Nasza trasa

Podróż była długa i jak zwykle nie obyło się bez dodatkowych atrakcji. Gdy już minęliśmy Niemcy i przejeżdżaliśmy przez Holandię, okazało się, że namieszałam trochę w naszym rozkładzie jazdy i w Jabbeke, gdzie mieliśmy spędzić kolejne dwie noce, będziemy późnym wieczorem, a pobyt zaczyna nam się dopiero następnego dnia. I co teraz zrobić? Za dwie godziny mamy być na miejscu a my nie mamy gdzie spać. Trzeba było znaleźć jakiś nocleg. Dotarliśmy do jakiegoś większego miasta i tam staraliśmy się coś znaleźć. Oczywiście mieliśmy problem z połączeniem internetowym, więc mieliśmy jeszcze bardziej utrudnione wyzwanie. Gdzie o 22:00, bez internetu można znaleźć nocleg. Podjechaliśmy do pierwszego hoteliku, jaki nam się pokazał po drodze. Okazało się, że tam nie ma recepcji i pokoje są na kod. Pojechaliśmy dalej. Trafiliśmy do większego hotelu, ale tam się okazało, że akurat nie mają wolnych pokoi. Nic tylko usiąść i płakać. Czwórka dzieci wymęczona podróżą i jeszcze perspektywa noclegu w samochodzie nie dodawała optymizmu. Jakimś cudem udało nam się połączyć z internetem i znaleźliśmy jakiś hotel w Brugii.

 

Po lewej stronie nasz Hotel Koffieboontje

Cudem, mówię Wam, bo recepcjonista powiedział, że właśnie zwalnia się pokój i jak chcemy poczekać, aż przygotują go dla nas, to będziemy mogli go wziąć. No sami powiedzcie, nie cud? Jak dla mnie tak. Gdy dotarliśmy na miejsce i udało nam się znaleźć jakieś wolne miejsce, żeby zaparkować, poszliśmy się zameldować i od razu ruszyliśmy na miasto coś zjeść. Było bardzo późno, więc niewiele mieliśmy do wyboru. Kupiliśmy jakieś frytki w budce przy ulicy, obeszliśmy rynek i poszliśmy do pokoju. Tym razem nie mieliśmy oddzielnych pokoi a wręcz przeciwnie, jeden apartament dwupokojowy z sześcioma łóżkami. Wymęczeni po podróży wszyscy zasnęli w mgnieniu oka. Rano ogarnęliśmy się dość szybko, wymeldowaliśmy się, zapakowaliśmy walizki do samochodu i poszliśmy na śniadanie do restauracji za rogiem. Gdy już podłączyliśmy się do internetu i wpisaliśmy w Mapach Google trasę, okazało się, że od miejsca, w którym nocowaliśmy, do miejsca naszego kempingu mamy tylko 18 minut jazdy samochodem. Stwierdziliśmy, że i tak na zameldowanie się jest za wcześnie, więc pozwiedzamy Brugię. I tak też zrobiliśmy.  Zjedliśmy na spokojnie i poszliśmy na podbój miasta.

Więcej zdjęć oczywiście możecie zobaczyć w Galerii w albumie Polska.

 

Wasza,

Chwila dla Ciebie

 

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *