Moja Historia

Niespodzianka

( Część 34 ) 

 

Jesień

 

Nadeszła jesień. Początek października jest w Irlandii zazwyczaj ładny, ale w tym roku był jeszcze ładniejszy. Wiecie dlaczego? Kupiliśmy bilet dla mojego męża, żeby do nas przyleciał. Minęło już pół roku i najwyższy czas, żebyśmy się zobaczyli. A że nie przysługiwał mu jeszcze lot na wakacje z pracy, to wykorzystaliśmy mile punktowe, które zgromadziliśmy na karcie i akurat starczyło, aby kupić bilet w obie strony. Uzbierało mu się już wystarczająco dni urlopowych, aby starczyło na przylot. W sumie 2 tygodnie. Oczywiście dzieciom nic nie powiedzieliśmy, bo chcieliśmy zrobić im niespodziankę.

 

Pomoc sąsiedzka

 

Ja jeszcze musiałam załatwić kilka spraw przed jego przylotem i potrzebowałam pomocy do opieki nad dziećmi. Moje przesympatyczne koleżanki Aurelia i dwie Kasie, o których wspomniałam we wpisie „Moja Samotność” przyszły mi z pomocą. Do tej pory jestem im za to wdzięczna. Nawet jak piszę ten post, to uświadamiam sobie coraz bardziej jakie ja mam szczęście w życiu. Jakie to jest niesamowite, jak obcy ludzie, przychodzą z całkowicie bezinteresowną pomocą, o którą człowiek nawet nie prosił. To rzadkość w dzisiejszych czasach niestety. Dlatego tym bardziej doceniam 😘. 

 

 

Bilet dla męża kupiliśmy na 20 października, a przylot miał następnego dnia, i była to sobota. Wiecie, dlaczego chcieliśmy, aby to była sobota? Bo akurat w sobotę dzieci były w polskiej szkole i na spokojnie mogliśmy sobie wszystko zorganizować. Jadąc na lotnisko, musiałam wziąć dla męża kurtkę, bo nawet było chłodno, a on był tylko w swetrze. Oczywiście musiałam schować ją dzień wcześniej do samochodu, żeby dzieci nie zadawały pytań. Rano zawiozłam drużynę do szkoły i pojechałam na lotnisko odebrać męża. Przylot był o 11:05, a dzieci mieliśmy odebrać o 13:15, więc mieliśmy 2 godziny czasu dla siebie. Poszliśmy coś zjeść i napić się kawki.

 

Widok za milion $$

 

Gdy nadszedł czas odbioru dzieci, emocje były olbrzymie. Nawet, teraz gdy o tym pisze, to czuję się dosłownie tak jak wtedy. Normalnie mam ten obraz przed oczami i chyba nigdy go nie zapomnę. Najpierw odebraliśmy z klas najmniejszego synka i młodszą córeczkę. Gdy zobaczyli tatę, pobiegli i wtulili się w niego.

 

Następna była starsza córcia. Mąż stanął trochę dalej od drzwi, tak żeby nie rzucał się w oczy, tym bardziej że już maluchy nie odstępowały go na krok. Niektórzy rodzice czekający na korytarzu na swoje dzieci, wiedzieli o naszej sytuacji i tym, że mąż przyleciał po tak długim czasie. Ja stałam po przeciwnej stronie korytarza, żeby wzrok skierowała na mnie i nie widziała męża od razu po wyjściu z sali. Gdy wyszła, udała się od razu w moją stronę. W połowie drogi zobaczyła swojego tatę. Nawet nie jesteście w stanie sobie wyobrazić tego widoku, jaki miał miejsce w tamtym momencie. Córka rzuciła mu się na szyję, wtuliła się w niego i zaczęła płakać. Tak bardzo płakała, że nie była w stanie się uspokoić. Widok był tak wzruszający, że osobom, które stały na korytarzu też się udzieliło i również ocierały łzy. Coś niesamowitego. Dosłownie jak na filmach, gdy tata żołnierz wraca do domu z wojny, gdzie nikt się go nie spodziewa. Brakowało mu tylko munduru.

 

Ostatni został nasz pierworodny. Gdy zobaczył swojego tatę na korytarzu, chyba doznał szoku 😉. Patrzył na niego jak na jakąś zjawę i nic nie mówił. Chyba odebrało mu mowę. Podszedł, przywitał się i wciąż nic nie mówił. Minęło trochę czasu, zanim się otrząsnął z szoku. Dopiero gdy dotarliśmy do domu, chyba z niego zeszło. Trochę mu zajęło, aby doszedł do siebie 😉. Przyznam się szczerze, że nie spodziewałam się aż takich reakcji. Resztę dnia dzieci spędziły uczepione taty i wypytywały, jak jest w Bahrajnie a tata przeszczęśliwy, że może być z nami, opowiadał i opowiadał 😉.

 

Radości nie było końca. Nawet pies 🐕 tak się ucieszył, że mało sobie krzywdy nie zrobił, tak biegał i skakał ze szczęścia. Aż byliśmy zdziwieni, że pamięta po tak długim czasie nieobecności, a jednocześnie tak krótkim czasie zapoznania, tym bardziej że był malutki, jak się rozstawali. Jak widać, Miłość była tak ogromna, że nic tego nie zakłóciło 😉🥰.

 

Festiwal Świateł – Dublin ZOO

Akurat tak się złożyło, że podczas pobytu męża udało nam się dostać bilety na Festiwal Świateł w dublińskim ZOO. Wystawa była otwarta w godzinach 17:00-21:00, więc samej byłoby mi raczej ciężko z czwórką dzieci tam się wybrać. Wystawa naprawdę imponująca. Można było tam zobaczyć gigantyczne kolorowe latarnie, podświetlane rzeźby inspirowane dziką przyrodą, a także 30-metrowego chińskiego smoka, 16-metrową porcelanową wieżę ze słoniami, lwy, orangutany, tygrysy, żyrafy, małpy i wiele innych.

 

Pożegnania nadszedł czas

 

Te dwa tygodnie tak szybko zleciały, że nawet nie zauważyliśmy kiedy. Nadszedł czas ponownego rozstania. Na jak długo? Nie wiadomo. Starsza córka tak przeżywała jego ponowny wyjazd, że napisała do taty liścik.

 

Liścik córki do taty

Dobrze, że miałam tę pracę to i czas miałam bardziej zajęty. Nie odczuwałam aż tak braku męża, jakbym pewnie odczuwała, siedząc cały czas w domu. Widać po to właśnie dostałam tę pracę, aby łatwiej mi było przejść ten ciężki okres.

 

Cóż za tęsknota 🥰

Nawet pies przeżywał rozstanie 😉. Po wyjeździe męża przez kilka dni leżał na sofie wpatrzony w okno.

 

Przygotowanie do Świąt 🎄

Na kolejne odwiedziny nie czekaliśmy długo. Już pod koniec listopada przyleciała do nas Ania i dotrzymywała nam towarzystwa przez kolejne dwa tygodnie. Potem czas już szybko zleciał na przygotowaniach do świąt. Dzieci miały również przedstawienia w szkołach, więc było co robić.

 

Nasze święta na odległość

Święta w tym roku były nieco inne niż zwykle. Mąż spędzał je sam w Bahrajnie a my w Irlandii. Dobrze, że chociaż udało nam się połączyć online przy kolacji wigilijnej, abyśmy mogli złożyć sobie życzenia i chociaż w taki sposób pobyć „razem”. Wiadomo, że nie był to szczyt naszych marzeń, ale dobre i tyle. Natomiast w Sylwestra towarzyszyła nam Kasia sąsiadka. I tak dotarliśmy do końca roku.

 

Wasza,

Chwila dla Ciebie

 

 

 

 

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.